Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cmentarze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cmentarze. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Bródnowski cmentarz żydowski

W upalne dni długiego weekendu czerwcowego nie wymyśliłam nic lepszego, niż wsiąść na rower i obwąchać okolice, które od dawna mnie fascynowały, czyli tereny bródnowskiego kirkutu. Zwłaszcza, że cmentarz ma właśnie wymieniane ogrodzenie, co czyni go nieco bardziej dostępnym, niż zazwyczaj.
Założył go Szmul Zbytkower (ten od Szmulek, tudzież Szmulowizny) w 1790 roku, czyli niemal sto lat wcześniej, niż otwarto sąsiedzki cmentarz katolicki. Teren był niemały i co najmniej do lat pięćdziesiątych XX wieku stanowił piaszczyste pagórki, niczym nie porośnięte. Przed wojną stały na nich jedna przy drugiej kamienne macewy, wsparte na walcowatych nagrobkach, w większości proste, niezbyt ozdobne, bo bogaci Żydzi pochówki urządzali po drugiej stronie Wisły.
Hitlerowcy macew użyli do brukowania dróg i lotnisk.
Po wojnie to, co zostało, traktory ściągnęły w jedno miejsce, a teren zaczął zarastać sosnowym lasem.
Fundacja Nissenbaumów wszystko ogrodziła, postawiono bramę od ul. 11 listopada (niegdyś Smutna - bo kondukty nią ciągnęły, jeszcze wcześniej Esplanadowa, ale to bardziej po praskiej stronie torów, bliżej fortu Śliwickiego, koszary wzdłuż niej stały murowane, wytyczała granicę Esplanady właśnie).

Teraz wrażenie jest... dziwne.
Jeśli wejść obok głównej bramy, to trafia się prosto na brukowaną aleję, prowadzącą przez las. Z lewej strony migną dwie zrekonstruowane kwatery, na jednej z nich znaleźć można niezwykłą, barwioną macewę - zielone drzewo, fioletowy ptaszek - nie wiem, czym to zostało namalowane. Potem klatki z kamiennym gruzem ze śladami napisów i hałdy nagrobków. Są przerażające i kojarzą mi się ze stosami kości, czaszek i witrynami z Muzeum w Oświęcimiu - tymi z włosami, kulami, walizkami. Aleja kończy się podwyższeniem, zbudowanym z macewnego gruzu i odnowionych płyt (pomalowanych przez jakichś gówniarzy sprejem), na którym ma stanąć pomnik zamordowanej Kultury Żydowskiej.
Najprawdopodobniej nie trzeba już będzie szukać otwartych nielegalnie furtek czy dziur w płocie po jego wymianie - kirkut ma zostać udostępniony zwiedzającym, znajdzie się tam też pawilon informacyjny.

sobota, 2 maja 2015

Cmentarz żydowski


W kwietniu obchodziliśmy rocznicę wybuchu powstania w Getcie Warszawskim, pomyślałam sobie więc, że temat będzie pasować. Zdjęcia do prawda robiłam w marcu, ale to chyba nie szkodzi.

Jeśli ktoś lubi architekturę funeralną, to może spędzić w okolicy Powązek kilka tygodni. I zwiedzać, zwiedzać, zwiedzać. I uczyć się, uczyć się, uczyć...
Ja jestem słaba z kultur i religii. Ja tylko wiem, że na cmentarz żydowski lepiej nie wybierać się w sobotę, bo może być zamknięty, i panowie powinni na nim mieć nakryte głowy. I że cmentarzy i pochówków się nie przenosi. I że na grób kładzie się kamyczki. I że płyty nadgrobne są pionowe i nazywają się macewy, chociaż...
chociaż na warszawskim cmentarzu przy Okopowej to ciut inaczej miejscami wygląda.

Są na przykład takie sympatyczne domki, czasem bogato zdobione, do których można wejść. I w nich w środku są groby. Domki nazywają się ohele i zarezerwowane są dla szczególnych osobistości, na przykład dla cadyków. Przy okopowej są różne ohele - i takie stare, o wieloznacznej ornamentyce, którą można odczytywać godzinami, i zwykłe, proste, przypominające altankę działkową.

Są polanki, których brzegi oznakowane są słupkami czy głazami - to prawdopodobnie masowe groby z okresu getta.

Są XIX-wieczne nagrobki o kształcie, do którego przywykliśmy na nekropoliach, położonych tuż za murem - tam pochowano zasymilowanych już Żydów.

A na macewach są świeczniki, świece, lwy, winorośle, dłonie, misy, dzbany, rzezaki, studnie, jelenie, żaby, skarbonki... i to wszystko coś znaczy, i tego wszystkiego można się dowiedzieć, i to jest szalenie ciekawe. Mam nadzieję, że niedługo pójdę tam jeszcze raz, znów z dobrym przewodnikiem.

niedziela, 22 lutego 2015

Cmentarz Brodzieński





Chyba każdy warszawiak, a zwłaszcza prażanin "z dziada" (ale już bez pradziada), był kiedyś na cmentarzu na Bródnie. Warszawiak, nie słoik, bo słoik ma swoich bliskich pochowanych w fabryce słoików w Polsce C. Słoik, jak już chce odwiedzić jakiś cmentarz warszawski, pójdzie raczej 1 listopada na Powązki, zobaczy kwestujących, zobaczy perełki architektury funeralnej. Bródno słoikowi kojarzą się z marketem, a warszawiakowi z dziada pradziada - z cmentarzem dla biedoty, bo wysiłki marketingowe Starynkiewicza na rzecz promocji nowej nekropolii nie na wiele się zdały i dopiero w międzywojniu, kiedy kardynał Kakowski wybrał Bródno na miejsce spoczynku, zyskał trochę na popularności. W czasie wojny ukrywano w grobowcach amunicję albo i ludzi, jeśli było trzeba, zrobiono też rodzaj poligonu, doświadczenia z którego przydawało się potem np. na cmentarzach ewangelickich.

A my Bródno lubimy. Dziadkowie Historyka są tam pochowani.
Lubimy miękkie światło latarni na głównej alei. Lubimy drewniany kościół, zbudowany z rusztowania używanego do remontu Kolumny Zygmunta (hehe, Cichocki wiedział, że zużyje rusztowanie na kościół, i starannie wybrał drewno dla konstrukcji pomocniczej). Bardzo podobają nam się ptasie witraże w kościele murowanym, wykonane w pracowni artysty o ptasim nazwisku Czyż.

Nie zapuszczamy się jakoś bardzo daleko, 114 hektarów nie obchodzimy, wzdłuż 5 km murów nie spacerujemy. Kiedy się zrobi ciepło i mało błotniście, zamierzam zwiedzić nie do końca legalnie (nie wiem, jak zdobyć klucz do bramy, ale wiem, gdzie jest dziura w płocie) cmentarz żydowski.

czwartek, 12 lutego 2015

Reduta 56


Oj tak! I ludzie też przed laty
Potężni byli: same chwaty!
Któż by im sprostać mógł?
Żałosna ich spotkała dola:
Niewielu powróciło z pola...


Tak pisał Lermonotow o żołnierzach pod Borodino (przekład Zdzisława Pacaka-Kuźmirskiego). Tak dla przypomnienia - bitwa pod Borodino była jedną z ważniejszych w kampanii napoleońskiej, ale - choć umożliwiła Francuzom zajęcie Moskwy - to nie został przez nich osiągnięty główny cel bitwy, czyli rozgromienie rosyjskich wojsk, co miało dramatyczne dla Bonapartego skutki.

A co to ma wspólnego z Redutą 56, która jest na warszawskiej Woli, a nie pod Możajskiem?
Ano, pod Borodino wtedy jeszcze nie generał Sowiński stracił nogę (walczył po stronie Francuzów). Tylko po to, żeby niespełna dwadzieścia lat później bohatersko bronić Warszawy przed rosyjską armią - choć mógł się wymigać od zadania, jako inwalida wojenny.
Drewniana noga - jak mówi jedna z legend - przyczyniła się do śmierci generała, bo utknęła w okolicy działa, nie pozwalając mu na odwrót. A może wcale tak nie było, może ukrył się w kościele św. Wawrzyńca i tam został zgładzony? Nie wiadomo.
Wiadomo, że kolejna wielka bitwa jego życia skończyła się klęską. I że kościół zamieniono na cerkiew Włodzimierskiej Matki Bożej, a redutę 56 na cmentarz prawosławny - ten cmentarz, który tak lubię, okazuje się represją :(



wtorek, 10 lutego 2015

Cmentarz Powstańców Warszawy


A co tu dużo mówić...
Za parę tygodni ukaże się post o rzezi Woli.
A teraz... staliśmy pod kurhanem i zastanawialiśmy się, z ilu ton ludzkich szczątków był zbudowany. Nic te tony nie mówią. Ani czy to było 40, czy 50 tysięcy ofiar. Magia wielkich liczb.
Spory, prowadzone w minionym ustroju o upamiętnienie Powstania też w tym miejscu mnie wcale nie interesowały.
Patrzyłam na tablice z nazwiskami ofiar - całych rodzin, z dziećmi, niemowlętami, i dopiskiem "i 600 nieznanych" i było mi niedobrze. Konkretny napis "Józefa Hayn, lat 10" robi na mnie o wiele większe wrażenie, niż tony i tysiące :( 

Zawsze mi niedobrze, kiedy coś przerasta moje wyobrażenie.








wtorek, 20 stycznia 2015

Spokojna

Miejsce to wyróżnia nowoczesne wnętrze i duży brukowany dziedziniec. Atutem lokalu jest również jego położenie i klimatyczne otoczenie klimatyczne otoczenie.
"Spokojna 15" to otoczone zielenią miejsce położone na granicy Śródmieścia, Woli i Żoliborza, w odległości kilkuset metrów od CH Arkadia. Specjalnością Spokojnej jest kuchnia śródziemnomorska. Serwujemy najlepszą pizzę w mieście, makarony oraz sałaty. Każdego dnia zapraszamy na lunch, a w weekendy zapraszamy wszystkie dzieci na animacje. Warszawa i nasza restauracja to fajne miejsce na wesele. Marzenie o weselu w ogrodzie z naszą pomocą się spełni!

Tak właśnie twierdzi strona Spokojna 15, i z całą pewnością mają rację. Na pewno weselnicy nie będą przeszkadzać sąsiadom. Z jednej strony jest ASP, studenci po nocach raczej się nie uczą - przynajmniej nie w budynku uczelni. Z drugiej strony jest buda, przedwojenna podstawówka, dziś zespół szkół fotograficznych, też w nocy zamknięta. Z tyłu jest Kolska, ze słynnym przybytkiem na Kolksiej, który podobno przestał być modny, ale nadal działa, pod ładną nazwą w rodzaju "ośrodek dla osób nietrzeźwych" i kupą poradni alkoholowych. No, a vis a vis knajpy ciąnie się mur Powązek. Wyjątkowo spokojne sąsiedztwo...

A co było wcześniej? Ooo, wcześniej to też było fajne miejsce. Nie było tu knajpy, tylko same pachnące sprawy: tłocznia, warsztat mechaniczny, zakład białoskórniczy, fabryka kafli, wytwórnia gabarska, fabryka przetorów chemicznych (a nawet dwie), wytwórnia suszek, wyprawialnia i farbiarnia futer, wytwórnia asfaltu i papy, no a na miejscu samego lokalu - Miejskie Zakłady Sanitarne, z komorami dezynfekcyjnymi, łaźnią, spalarnią śmieci i pralnią. Można tam było pozbyć różnych zwierzątek, z którymi niekoniecznie chcielibyśmy mieszkać. Wcześniej była tam bezpłatna łaźnia, ponadto zakłady sanitarne miały tabor do przewożenia zakaźnie chorych i sztywnych.

W sąsiedztwie, po drugiej stronie Okopowej, są superowskie zabudowania fabryczne. Była tam garbarnia Temler i Szwede, w minionym ustroju - fabryka obuwnicza Syrena. Może Temlerom uda się odzyskać obiekt, który sobie niszczeje, mimo że figuruje w rejestrze zabytków.

Może Temlerowie sprzedadzą toto jakimś lofciarzom, na przykład takim, którzy zagospodarowali fabrykę koronek i taśm bawełnianch Laudau'ów na Burakowskiej. O Burakowskiej słyszałam, że to modne miejsce z mnóstwem knajpek - ale myślałam, że dotyczy to całej ulicy, a nie jednej posesji dla Bardzo Bogatych Hipsterów...


czwartek, 8 stycznia 2015

Wrócić do Pińczowa

Na jednej z licznych półek bibliotecznych w moim mieszkaniu stoi ślicznie wydana przez IPN Księga Świadectw skazanych na karę śmierci. Jakoś KS w poprzednim systemie wcale mnie nie interesują, ale w spisie treści jest tytuł "Wrócić do Pińczowa" - wspomnienia W. Kołaczkiewicza.

Pińczów kojarzył mi się z przystankiem PKSu, z którego kiedyś wyruszyłam z psiapsiółką do jej babci na zapadłą ponidzką wieś. I z jakimś festynem wczesnodziecięcym, z rowerem wodnym i kiełbaską. Nie mogłam zrozumieć, czemu mój Historyk wciąż powtarzał za Kołaczkiewiczem: "wrócić do Pińczowa, wrócić do Pińczowa" - w odróżnieniu od dysydenta, Historyk w Pińczowie nigdy nie był.

Jakby ktoś nie wiedział - Pińczów to miasteczko na Ponidziu, jakieś 60 km na południe od Kielc.
Historyk się uparł, że on w święta musi mieć coś od życia, i rosół kieleckiej teściowej mu do szczęścia nie wystarczy. Zostawiliśmy więc Przelatka z Babcią i wybraliśmy się na małą wycieczkę.

Wróciłam oczarowana. Zima nas zaskoczyła, a światło dzienne kończyło się błyskawicznie, więc niezbyt intensywnie spacerowaliśmy, ale to, co zobaczyliśmy, zachwyciło mnie na tyle, że sama teraz powtarzam tytułową mantrę. Wpadłam po uszy w XVII wiek, fara i Franciszkanie podbiły moje serce, cmentarz o zmroku zrobił niesamowite wrażenie. Na cmentarzu wojennym, szczękając zębami, usiłowaliśmy rozwiązać zagadkę roku powstania nekropolii. Historyk nie kojarzył żadnej wielkiej bitwy na tym terenie i tak późno (pochowano tu prawie 1000 osób, nagrobki są z 1918 roku), i dopiero w Warszawie udało nam się dotrzeć do informacji, że duża część pochówków pochodzi z ekshumacji z innych części Ponidzia. 

Koniecznie musimy wybrać się na kajaki, na przejażdżkę wąskotorówką i na wypad do położonej nieopodal Wiślicy. Tym razem nie zdążyliśmy: kiedy nasze auto zatańczyło na oblodzonej drodze wojewódzkiej, a zamieć ograniczyła widoczność do kilku metrów, czym prędzej wróciliśmy na dobrze osoloną i oświetloną krajówkę...



środa, 26 listopada 2014

Zapaleńcy Białołęki

- Mamo, a wiesz! - z roziskrzonym wzrokiem wołała Przelatek - a wiesz, co oznaczają winogrona na nagrobku, mamo? Na cmentarzu w Tarchominie? Wiesz, mamo?

Zastanowiłam się chwilę i przypomniałam sobie grób Josepha Labeya, który też mi się spodobał, kiedy zwiedzałam nasz cmentarz, i pytałam o niego Historyka. Labey był właścicielem winnic na wydmie, tam, gdzie teraz las między nekropolią i białołęckim Ratuszem, i po drugiej stronie Modlińskiej, tam, gdzie dziś osiedle... Winnica, oczywiście.

- Mamo, i jeszcze tam była taka pani, co była chora, lekarze jej zabronili wstawać, a ona wstała jak mąż był  w pracy, i dzbanek jej wypadł z rąk i padła martwa! I mąż przychodził na grób i włączał jej muzykę, bo ona lubiła!
- I wiesz, jak nas pytali o powstańców, to ja opowiedziałam tą historię o aptece na Krakowskim Przedmieściu, co Gryf ją napadł, żeby zabrać bandaże! A wiesz, że powstańcy są pochowani na Białołęce?

- Ten pan, Włodkowski Bartłomiej, to widać, że on to uwielbia! Aż tańczył, jak nam to opowiadał! I ubłagaliśmy naszą panią, żeby go znowu zaprosiła! 

To prawda, Bartek Włodkowski to uwielbia. I robi bardzo dużo dobrego, m.in. poprzez Fundację Ave. Mamy w dzielnicy ludzi, którym się chce, i na dodatek obdarzeni są charyzmą, która pozwala im swoje pomysły realizować.
Dzięki, Bartku!




P.S.
Warto, bardzo warto odwiedzić cmentarz tarchomiński. Ma długą, co najmniej dwustuletnią historię. Można na nim znaleźć kilka perełek sztuki funeralnej z XIX wieku, i groby ludzi różnych wyznań - ewangelików, katolików rzymskich i polskich... Trzeba czasem dobrze się nachodzić, naprzeciskać pomiędzy nagrobkami, bo cmentarz od dawna za ciasny, a po dziś dzień czynny, ale warto!

środa, 29 października 2014

Zapomniane cmentarze

Ukradłam tytuł posta u Nowej Gazety Praskiej, ale jest idealny na ten temat i taką datę, jako że zbliżają się listopadowe święta.
Wiecie, ile jest cmentarzy na Białołęce?
Każdy na pewno wymieni tarchomiński, solidny, stary, osiemnastowieczny, piaszczysty, na wiślanej wydmie, na wszelki wypadek daleko od rzeki, ale wciąż jeszcze na tyle blisko kościoła, aby kondukt pogrzebowy mógł być pieszy. Jest niewielki i w gruncie rzeczy nieźle ukryty przy wąziutkiej Mehoffera i jeszcze mniejszej Milenijnej, bez dojazdu z innych stron.

Ale mamy jeszcze trzy - dwa z nich istnieją na pewno, trzeci istnieje podobno. I nie są to cmentarze katolickie.
Pochowani są na nich potomkowie osadników holenderskich, którzy zamieszkali tu prawdopodobnie w XIX wieku - być może wcześniej, tylko wcześniej nie stawiali murowanych nagrobków? Holendrzy dotarli do Warszawy około 1624 roku, po prawie stu latach wygnania z ojczyzny, w której nie akceptowano ich wiary - byli przeważnie menonitami. Najlepiej znali się na wodzie, zajmowali się więc melioracją, jako ewangelicy byli też schludni i pracowici, poza tym byli ludźmi wolnymi, a ziemię uprawiali za czynsz. Z czasem olędrami zaczęto nazywać wszelkich przybyszy z daleka, którzy cieszyli się wolnością osobistą, niezależnie od pochodzenia i wyznania. Najwięcej ich osiedlało się w okolicach Warszawy w wieku osiemnastym, Białołęka ze swoimi terenami zalewowymi i bagnami musiała pasować holenderskiej pamięci genetycznej.

Największa nekropolia menonicka mieści się w Brzezinach, przy ulicy Kamykowej. Porośnięta jest gęstymi chaszczami, chyba wierzbowymi (menonici lubili wierzby), zostały na niej resztki mogił i słupków ogrodzeniowych, a także śmieci pozostawione przez okolicznych mieszkańców. Do niedawna jej zwiedzanie nie było bezpieczne - teren nigdy nie został sprawdzony przez saperów, a przez Białołękę przechodził front - ale podobno zmieniło się to podczas tworzenia lapidarium.

Najlepiej zachowane nagrobki  przeniesione zostały bowiem na granicę innego, rodzinnego cmentarzyka - tego na rogu Ruskowego Brodu i Mańkowskiej, w sąsiedztwie placu zabaw Bociani Zakątek (skądinąd świetnego). Jest tam też odpowiednia tablica informacyjna. W pobliskich krzakach, równie gęstych i trudnych do przebycia, jak w Brzezinach, przy pozostałościach kwater walają się wypalone znicze.

Kilka mogił menonickich podobno znajduje się na terenie prywatnej posesji na Kępie Tarchomińskiej - nie udało mi się jednak dotrzeć do nikogo, kto by je zobaczył na własne oczy.

Skoro dobry zwyczaj nakazuje postawienie świeczki na opuszczonym grobie, kiedy akurat jesteśmy na cmentarzu - zajrzyjmy do Słoików z poprzednich stuleci, pochowanych przy Kamykowej i Ruskowym Brodzie. Ewangelicy też tego dnia odwiedzają miejsca spoczynku - ale o białołęckich nikt już nie pamięta.

piątek, 19 września 2014

Cmentarz prawosławny


 


Będąc młodą lekarką (tfu, studentką) kazali mi narysować cerkiew na Woli. Wszystkim w grupie kazali, zresztą, dr Usenko zawsze kazał to robić pierwszorocznym, wierzył w edukacyjną siłę przeżycia emocjonalnego i pamięć mechaniczną, bo musieliśmy także odrysowywać przez kalkę mapę Federacji Rosyjskiej. Dziewczyny z akademika na Kiciu poszły na łatwiznę i machnęły cerkiew katedralną przy miśkach, ja grzecznie pojechałam na Wolę, siadłam na jakimś nagrobku z notesem i ołówkiem w dłoni, i muszę przyznać, że rysunek wyszedł mi całkiem nieźle. Dziś zapewne wystarczyłoby wrzucić zdjęcie do picasy i wybrać odpowiedni tryb, wtedy jeszcze nie znaliśmy fotografii cyfrowej...

Cerkiew św. Jana Klimaka wybudowana została w 1905 roku, nawiązuje do budowli XVI-wiecznych. W czasie rzezi Woli wymordowano personel i wychowanków domu dziecka, mieszkańców domu parafialnego i okolicznych domostw, którzy się tam schronili, chórzystów i kapłanów...

Cmentarz przy niej istniał dużo, dużo wcześniej. Bardzo piękny jest. Zlazłam z roweru, bo to nieładnie tak na rowerze przez cmentarz jechać, i szłam, i szłam, i szłam, i szłam - bo chciałam wyjść furtką po przeciwnej stronie. I szłam i szłam, niemal jak przez Bródno. Przy okazji przestałam marzyć o cichej kwaterze na Bródnie, wolskie bardziej mi się podobają, a że prawosławna mi się nie należy, to trzeba poczekać - może się jakoś zasłużę i pochowają mnie na Powązkach?