Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Praga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Praga. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 września 2015

Golędzinów



Pojechałem na Golędzinów i zamarłem. Po wspaniałym, ostatnim skrawku dzikiej przyrody w Warszawie jeżdżą buldożery. Równają z ziemią wysoką trawę, w której regularnie widuje się bażanty, kuropatwy, lisy i dziki. Ten nadwiślański teren objęty jest zresztą ochroną w ramach programu Natura 2000. Są tutaj siedliska zagrożonych gatunków ptaków. Teoretycznie nie można więc w ten obszar ingerować. Wróciłem do domu i zacząłem szukać informacji o tym, co tam się odpierdala. Zamarłem po raz drugi. "Na Golędzinowie stanie eko-pawilon przypominający głaz polodowcowy. Obok pojawią się łąka, ekologiczny plac zabaw i zagroda dla zwierząt. Wszystko po to, by przybliżyć Wisłę warszawiakom. Inwestycja ma pochłonąć ok. 2 mln złotych i być gotowa w 2016 roku. (...) Przez łąkę będą przebiegać ścieżki przybierające kształt nurtu rzeki. - Projekt wpisuje się świetnie w to miejsce. Dokładnie na tej wysokości na rzece znajduje się naturalny próg z głazów. Chcieliśmy, aby pawilon był otwarty na rzekę. Jego konstrukcja to ukłon w stronę natury. - mówi Iwona Zwolińska, kierownik projektu Life+. Środki na budowę pochodzić będą z funduszy unijnych oraz Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska." Nie mam słów, by adekwatnie skomentować ten cyniczny, bezczelny bełkot. Czuję się, jakbym czytał reportaż Radziwinowicza czy innego Pomerantseva na temat wyczynów moskiewskich watażków. To jest ten kaliber przekrętu, serio. Pociesza mnie tylko fakt, że budują na terenach zalewowych. Mam nadzieję, że Wisła kiedyś wróci i spuści im tęgi wpierdol.

środa, 22 kwietnia 2015

Jak ten czas leci...

Remont miałam, no.
Tymi ręcami poprawiałam ściany po zgrai 10-letnich malarzy pokojowych, a potem myłam po nich podłogę (bo jak doszło do sprzątania, to nagle się okazało, że żadne nie ma odrobionych lekcji na jutro). Tymi ręcami pokrywałam kafelki, które mi się znudziły, ale są bardzo porządne, specjalistyczną farbą. Tymi ręcami montowałam nowy żyrandol i grzebałam w puszce elektrycznej. Tymi ręcami wierciłam dziury na niewidzialne półki i przesuwałam meble. Hough, jestem z siebie dumna.
A po remoncie miałam projekt w pracy.
A po projekcie przyszła Wiosna.
Lubię wiosnę.

Moja łąka po praskiej stronie kwitnie. Bobry zostawiają świeżutkie ślady. Między zaroślami widziałam koziołka. Ptaszki się drą radośnie. Magnolia pod oknem zakwitnie dziś, albo może jutro. Pies myśli, że ma 3 miesiące, a nie 11.

Któregoś pięknego poniedziałku wzięłam urlop i pojechałam na rowerze do składnicy harcerskiej na Pragę, kupić coś tam. I ten, tego, udało mi się wejść do kamienicy na rogu Targowej i Sierakowskiego, tej, co to ma "przepiękną, secesyjną klatkę schodową". Na drzwiach "przepięknej, secesyjnej" wisi ogłoszenie, że sesje zdjęciowe i filmowe są płatne. Uznałam, że jedno zdjęcie to jeszcze nie sesja, zwłaszcza, że klatka mnie rozczarowała - no i jest tylko jedna, oficyny mają już zwyczajne schody.

Podjechałam też na Różyc - ostatni raz byłam tam jakieś 15 lat temu, kiedy szukałam dodatków do sukni ślubnej. Hmm, nadal można kupić tam dodatki do sukni ślubnej. I niewiele więcej. Różyc dogorywa, może jakieś inicjatywy Muzeum Pragi jakoś go zreanimują, bo żal 140 lat tradycji - a i otoczenie ma świetne, oryginalne, XIX-wieczne, skansen prawdziwy.

Brzeska za to nadal ma klymaty. Lubię Brzeską.

Moja praska łąka w poniedziałek o godzinie 11 tętniła życiem. Odczuwałam pilną potrzebę zwiedzenia możliwie gęstych krzaków, jednakowoż od mostu Świętokrzyskiego do mostu Grota pod każdym krzakiem siedział wędkarz, treser psa, matka z wózkiem, staruszek z kijkami albo biegacz, tojtoje przy plaży koło ZOO jeszcze były nieczynne. Ale to miło, że tyle ludzi lubi moją łąkę :D

niedziela, 22 marca 2015

Maria Magdalena

Jak się jest na Pradze, to najbardziej rzuca się w oczy co? Cerkiew. Ładna, duża, z dużą liczbą cebulastych kopuł. Klasyczna.
Jak ktoś mieszkał w Moskwie, to nie robi na nim żadnego wrażenia. Nie jest to specjalny majstersztyk prawosławnej architektury sakralnej, ot, projekt, rzekłabym, typowy. Bo i po co się specjalnie wysilać, skoro wierni po tej stronie Wisły to głównie sołdaty z pobliskich koszar? Duże tylko musiało być, monumentalne, bo w końcu dwa dworce tuż obok.
Zajrzeć wszakże musiałam. 

Cerkwie są w tym miejscu dwie, dolna i górna. Dolna zamknięta :(
Górna ma dwa ołtarze (i dwa ikonostasy) - katedry cywilnej i polowej.






środa, 18 marca 2015

Takie tam łażenie po Pradze





Połaziłam sobie jeszcze po Pradze - tym razem po zachodniej stronie Targowej. Fascynujące są na przykład zabudowania Szpitala Praskiego - warto go obejść dookoła, zwłaszcza, że na tyłach, na rogu Jasińskiego i Panieńskiej znajduje się fajowski poniemiecki bunkier. Szpital powstał w połowie XIX wieku - najpierw lazaret, potem koszary, potem znów lazaret, potem szpital choleryczny, potem Szpital NMP na Pradze, potem.... potem ratowano tu Lota i Cichego po zamachu na Kutcherę, a teraz jest sobie zwykły szpital, w którym, odpukać, nigdy nie byłam.
A budynki ma bardzo ładne, nie tylko ten modernistyczny, który ze szpitalem kojarzymy najczęściej, dobrze widoczny z przystanku przy miśkach, z "gotyckimi" elementami elewacji.

Między Jasińskiego, Kłopotowskiego i aż do Okrzei planowano przed wojną postawienie eleganckiego, wysmakowanego osiedla, jak na Żoliborzu czy na Ochocie. Po tych planach zostały bardzo fajne domy w nurcie modernizmu-funkcjonalizmu, gdyby je tak odnowić... Niestety, giną w nieco lumpowatej atmosferze dzielnicy. Ciekawe, czy Port Praski zmieni charakter tej części miasta?

Niedaleko, na Okrzei, stoi kapliczka - jedyna pozostałość po jurydyce Skaryszew i tamtejszym kościele.

Obejrzałam sobie również szczegółowo Dom Studentów Żydów, dostrzegając pysk sympatycznego zwierzaka przy wejściu. Zwierzak mocno przypomina szczurka/mysza, ale szczurków i myszów raczej w judaizmie nie przedstawiano, więc zapewne jest to lew - albo lwiątko. Vis-a-vis mieszkają Loretanki, które prowadzą świetlicę środowiskową i jedno z dwóch warszawskich okien życia.

Loretanki przypomniały mi o domku loretańskim w kościele koło zoo, ale obeszłam tylko kościół dookoła, bo był zamknięty :( Za to drogę krzyżową ma bardzo ładną, o.  

środa, 19 listopada 2014

Gdzie tramwaje pętle mają, z gumy robią trzcinę, a rzymskie kolumny podpierają polskie kościoły





Pierwsza w Warszawie zajezdnia tramwajowa była na Inżynierskiej. Pierwszą praską zajezdnię tramwajów elektrycznej (największą w Warszawie) zbudowano w 1925 roku na Kawęczyńskiej, w Michałowie, tudzież na Szmulowiźnie. Szmul miał na imię Samuel, a na nazwisko Sonnenberg, i był najbogatszym gościem w okolicy. Kumplował się ze Stanisławem Augustem, a do jego potomków zalicza się Henryk Bergson.
Zajezdnię Niemcy wysadzili w powietrze, ale odbudowywać ją zaczęto jeszcze w trakcie Powstania.

Obok niej jest fajna chawira, chyba socrealistyczna, a na przeciwko - również socrealistyczna, tyle że skromna w wyrazie, ogólnokształcąca szkoła muzyczna, do której nie dostała się Przelatek :( A kilkanaście metrów dalej - drewniana oficyna Burkego z 1900 roku, jeden z ostatnich drewniaków w okolicy.

Na końcu zaś ulicy - ślicznie wybrukowanej, niedawno odremontowanej - olbrzymia, zupełnie nieoczekiwana w tym otoczeniu bazylika. To właśnie ją widać z okien pociągów, zbliżających się od wschodu do... Wschodniej. Największy przedwojenny kościół został zbudowany, żeby... wykorzystać kolumny bazyliki św. Pawła za Murami w Rzymie, które okazały się za krótkie dla włoskiej świątyni, więc na początku ubiegłego stulecia pani Radziwiłłowa przekazała je Warszawie.

Jeśli zaś skręcić w Otwocką, znaleźć można fabrykę pepegów, konserw i marmolady (kolejność odwrotna do chronologicznej), w której obecnie robią kulturę - czyli Centrum Artystyczne Fabryka Trzciny. Nie, trzciny tam nie robiono, tylko Trzcina (Trzciński) tam robi :)

Pewną przesadą byłoby twierdzić, że widziałam w okolicy tyle Policji, co na dworcu Centralnym w dzień meczu Legii z Wisłą, ale przy każdej bytności (a bywałam, ze względu na starania o przyjęcie do OSM, często) natykałam się na spacerujący patrol. A na menelstwo się nie natykałam. Ot, zagwozdka.







poniedziałek, 17 listopada 2014

Stara Praga

Po uruchomieniu metra możemy bez przeszkód podziwiać Targową, główną ulicę Starej Pragi. Regularnie nią jeździłam, Targową i jej przyległościami, nie przejmując się zupełnie opiniami o rzekomym (czy rzeczywistym) niebezpieczeństwie. Stara Praga zrobiła się modna i mnóstwo tam takich freaków, jak ja. Często można zobaczyć chasyda w charakterystycznym ubiorze, w towarzystwie standardowo odzianego przewodnika, albo parę ewidentnie "zachodnich" turystów z mapą w ręce i obłędem w oczach. Miejscowi przywykli i nie zwracają już żadnej uwagi.

Mnie zawsze najciekawszymi zdają się ludzie i ich historie. Nie mam jednak odwagi, żeby zaczepić tubylców - nie tylko praskich, gdziekolwiek. Zawsze obawiam się, że będą urażeni, poczują się potraktowani jak eksponat w zoo. A czasami... wstyd mi za rodzaj ludzki, tak jak wtedy, kiedy za słodkimi aniołkami na rogu Ząbkowskiej zauważam barłogę jakąś, łapserdaka, moczymordę, co do wyraźnie pod ankoholem, na bańce znaczy całkowicie, walają się przy nim butelki po alpadze, czy innym balsamie czystej-ojczystej, a ten kima ucięty, ze sztanami spuszczonymi, aż mu wałek widać. I po co tu takiego fotografować, jakby w innych dzielnicach czy miastach takich nie było...

Zostają mi więc na Pradze budynki. One też są niełatwe, też "zoologiczne". Bramy mają połamane domofony, więc łatwo jest zajrzeć w podwórko i... zdziwić się. W jednym będzie stała kapliczka, w innym leżał pijak, kolejne wygląda dokładnie tak, jak w '44. Praga krótko brała udział w Powstaniu, nie uległa więc tak katastrofalnym zniszczeniom, jak lewy brzeg. Wygląda... trochę jak przed wojną, a trochę nie. Niektóre kamienice po prostu od stu lat nie doczekały się remontu, a tego żaden tynk nie wytrzyma. Inne nigdy otynkowane nie były...

Przedwojenna historia murowanej Pragi jest dość krótka. Miasto, a raczej jurydyka, istniała tu niemal tak długo, jak miasto na prawym brzegu. W 1791 jurydyki zniesiono, a Pragę przyłączono do stolicy. W 1862 roku zbudowano dworzec Petersburgski (Wileński), pięć lat później - Terespolski (Wschodni), sałata (dorożkarze) kursowali od jednego do drugiego i na drugi brzeg, do Warszawsko-Wiedeńskiego, po moście Kierbedzia, który stał na miejscu Śląsko-Dąbrowskiego od 1864 do wojny. Oprócz dużych dworców łączyły się tu linie trzech wąskotorówek - do Marek, do Radzymina i Wawer-Jabłonna. Stacjonowało wojsko, miało cerkiew Marii Magdaleny (1869), katolicy mieli kościół św. Floriana (1891), starozakonni kilka synagog, po najładniejszej z których pozostał skwerek - ten koło teatru Baj, niegdyś zakładu opiekuńczo-wychowawczego dla młodzieży żydowskiej. Bazar na Różycu (1874) tętnił życiem przez ponad 120 lat, również w czasie wojny, dopiero niedawno zaczął podupadać, nie wytrzymując konkurencji z kerfurem i galerią...

sobota, 15 listopada 2014

Trójkąt bermudzki

Dawno to było. Przedawno.
Mieszkałam wtedy na Targówku, a zakupy robiłam w Hicie na Stalowej - mieli w "galerii" stanowisko z genialnymi sokami, wyciskanymi na miejscu z przeróżnych owoców. Jedyny autobus, który dojeżdżał do zajezdni Stalowa krążył wśród kamienic, a pasażerowie trwożnie szeptali:
"trójkąt bermudzki".

Szukając niedawno informacji o Brzeskiej, natknęłam się na stwierdzenie, że to ona jest główną osią trójkąta bermudzkiego, co mnie niepomiernie zdziwiło. I miałam rację! Trójkąt się nigdzie nie przeprowadzał od moich czasów studenckich, choć dziś już pewnie - sądząc z mijanych ludzi i zaparkowanych samochodów - nie cieszy się już tak złą sławą, jak niegdyś. W WSI Trójkąt zwie się Nową Pragą, od jurydyki Ksawerego Konopackiego, włączonej do Warszawy w 1889 roku, a jego granice stanowią 11 listopada, Szwedzka i Stalowa. Kudy mu do Brzeskiej....

Jeżdżąc po uliczkach rozparcelowanej jurydyki po raz pierwszy w życiu... zgubiłam się w Warszawie. Zatraciłam poczucie czasu i przestrzeni, odkrywając coraz to nowe zaułki, fabryczki, kamienice, podwórka, detale. Wjechałam od Szwedzkiej, zachwycając się najpierw dawnymi koszarami (?) - za "moich czasów" istniała tam jeszcze jednostka wojskowa, dziś popadają w ruinę. Potem dojrzałam obiecujący komin fabryczny, i faktycznie - trafiłam do wytwórni "Towarzystwo Akcyjne Fabryki Lamp Braci Briinel, Schneider i Dittnar", producenta lamp ozdobnych, połączonej później z zakładem produkcji mydła pod nazwą "Praga" Towarzystwa Akcyjnego Fabryki Przetworów Chemicznych, potem fabryką mydła "Jeleń - Schicht", a później "Uroda SA". Teraz ma być loft czy cóś.

A po drugiej stronie ulicy - osiedle o czytelnym założeniu urbanizacyjnym, z domem właściciela terenu - Konopackiego - w ścisłym centrum, czyli na rogu Strzeleckiej i Środkowej. Dzisiaj dom należy do miasta i niszczeje, a jest śliczny, z przepięknym ogrodem. Było tam przedszkole, a potem szkoła, i warto chyba, żeby nadal się tam mieściła podobna instytucja.

Niemalże vis a vis - stuletni drewniak, który kiedyś był sądem, potem siedzibą Towarzystwa Przyjaciół Dzieci Ulicy, zorganizowanym przez "Dziadka" Lisieckiego.

Zadbane podwórka, praktycznie pozbawione oficyn (może były drewniane), mieszają się na obrzeżach z nowoczesnymi plombami, starannie odgrodzonymi od zniszczonych, pięknych niegdyś bram i elewacji ze świętymi figurami. Gdzieniegdzie mignie resztka eklektycznego zdobienia, secesyjny łuk, ozdobna balustrada balkonu, przypięta do ściany, bo sam balkon odpadł, fantastyczny żeliwny (?) odbojnik.

Na Inżynierskiej genialna wprost Kamienica Towarzystwa Akcyjnego Przechowywania Mebli A. Wróblewski, na Warszawikii można więcej o niej poczytać. Ma hipsterskie schodki w bramie i bardzo hipsterską knajpkę w podwórku, po rowerach sądząc. Był tam też hipsterski teatr, ale spłonął. Wielkie wrażenie zrobiła na mnie towarowa winda.

Władze miasta powolutku remontują Pragie - po Brzeskiej chodzą wycieczki, Targowa i Ząbkowska to miejsca modne i reprezentacyjnie odnowione, kupę kasy włożono w Kawęczyńską - ale "Trójkąt" na razie jest niedofinansowany. A to miejsce z duchem krakowskiego Kazimierza, i na taki też los zasługuje. Senne dziś miasteczko - bo takie sprawia wrażenie - może być tętniącym życiem osiedlem kultury i knajp, w oryginalnej przedwojennej aranżacji, której tak mało w zwartej postaci zostało w Warszawie. I pewnie takim osiedlem zostanie - jak każde miejsce z własnym duchem, a z niskim, bo prawobrzeżnym, czynszem...







wtorek, 4 listopada 2014

70 lat po wojnie

70 lat po wojnie wciąż można zrobić takie zdjęcia.
70 lat po wojnie, czyli w czasie wojny te czynszówki były nie tylko w granicach miasta - one były w jego ścisłych granicach.
70 lat po wojnie na Woli. Na Starej Pradze. Przy Emilii Plater. Na tyłach... Nowego Świata.
70 lat po wojnie, po przeminięciu i upadku ustroju, który - w oficjalnej przynajmniej retoryce - troszczył się o lud robotniczy miast i wsi, o najuboższych.
70 lat po wojnie, w stolicy nowoczesnego, demokratycznego kraju, członka Unii Europejskiej i NATO - istnieją podwórka przy Brzeskiej, Waliców, Smolnej.

Niech one zostaną.
Mimo wszystko...
70 lat po wojnie na Brzeskiej nikogo nie obeszła blondynka z aparatem na rowerze. Gapiono się na mnie bez specjalnego zainteresowania - ot, kolejna hipsterska turystka. Na flaszkę pewnie nie da, zresztą ma się tę swoją godność. Można się co najwyżej podzielić nowiną, którą ona - ta turystka z innego świata - zapewne doceni:
- Wie Pani? On to do PRACY idzie! Normalnie do pracy!

Więc 70 lat po wojnie można na Brzeską (dokładniej, na podwórka między Targową i Brzeską) przyprowadzić dzieciaka, żeby zobaczył, co wojna robi z miastem. I co obojętność robi z miastem. I jak wyglądają slumsy.

czwartek, 28 sierpnia 2014

Fort Śliwickiego



Powstanie osiedli Praga I, II i III umożliwił ten właśnie niepozorny budynek, którego nie widać ani z Jagiellońskiej, ani z Wybrzeża Kościuszkowskiego, ani z Mostu Gdańskiego, ani Wybrzeża Puckiego. Jedyne, co widać, to stosunkowo nowe osiedle utrzymane w niebieskiej kolorystyce tam, gdzie do niedawna "nie było nic" i pokoszarowy budynek z cegły przy linii tramwajowej wzdłuż Jagiellońskiej.
Od Wybrzeża Puckiego  gęste zarośla otacza siatka zwieńczona drutem kolczastym, co skutecznie zniechęca do penetracji - a zupełnie niesłusznie, bo siatka ma zawsze otwartą bramę z asfaltowymi alejkami, po których spacerują bażanty. I ogradzała coś w rodzaju parku, który dziś doszczętnie zdziczał. Dalej są ruinki chyba stacji benzynowej, parking, plac zabaw, resztki kanoniery i fortu Cytadeli - w podwórku współczesnego osiedla. Na kanonierze bawią się dzieci. Na północnej stronie jest tablica, że zabytek wyremontowano w czynie społecznym siłami ZOMO w 1971 roku. 

I zupełnie nie przypomina to niedostępnych murów po drugiej stronie Wisły.

Fort Śliwickiego utracił znaczenie po wybudowaniu nasypu kolejowego i wysokiego mostu, ale wcześniej miał bardzo duże znaczenie dla otoczenia - przez fort Praga nie rozwijała się w kierunku północnym - Rosjanie nie życzyli sobie murowanej zabudowy w esplanadzie. Kto mógłby pomyśleć, że sto pięćdziesiąt lat później nie tylko, że w esplanadzie - na dziedzińcu wybudują "im" wielopiętrowe bloki...

wtorek, 26 sierpnia 2014

Mało, że słoik, to jeszcze blondynka!

Ja nie wiem, jak można być taką blondynką.
Mieszkam w Warszawie od 1996 roku. Na niewłaściwym, prawym brzegu - od 2001. I dopiero całkiem niedawno, dzięki rowerowi, odkryłam... Port Praski.
OK, wiedziałąm, że Port Praski istnieje. Ale przekonana byłam, że to jakaś inna nazwa Portu Żerańskiego, który mijam co najmniej dwa razy dziennie, i zastanawiałam się nawet, gdzie tam można wybudować osiedle, o które jest tyle hałasu. Dopóki nie okazało się, że moje plany na któryś piątek poszły się były kochać i postanowiłam zrealizować krótką wyprawę fotograficzną po zapomniane przeze mnie obiekty na Starej Pradze. A ponieważ wcale mi się nie spieszyło, dawałam się uwieść bocznym ścieżkom - m.in. arcysympatycznemu miejscu między mostem Świętokrzyskim a pomnikiem Pięć piw proszę, pardon, Kościuszkowców. Droga dla rowerów biegnie tam wzdłuż ulicy, a ścieżka - wzdłuż rozlewiska Wisły, i jest cuuudna. I kończy się w kanale. Chciałam kanał objechać i wylądowałam przy posterunku Policji rzecznej. Wróciłam, przejechałam przez mostek, a potem pod mostkiem, i musiałam wnieść rower po schodkach do Kościuszkowca. Okazało się jednakowoż, że wielbiciel browarków jest ogrodzony ze wszystkich stron deweloperskim płotem z napisem "Port Praski".
Nie dałam za wygraną. Dokonałam czynu heroicznego - przejechałam do Okrzei jezdnią. Płot miał bramę, brama była otwarta, na horyzoncie majaczyła kamienica. Zdobyłam kamienicę. To jedyny budynek od początku ulicy Zamojskiego, i od razu nosi numer 15. Poza numerem nosi ślady kul po zaciętych walkach z 13 września '44, kiedy ten od piw zdobywał Pragę.
Miałam możliwość zejść do samego portowego wału, ale miejsce było bardzo zarośnięte, ja w sandałach, ludzi w pobliżu brak, a w krzaczorach jacyś mogli się znaleźć i wolałam ich nie spotkać. Usiłowałam przebić się przez Zamojskiego, mającą tu postać zdziczałego chodnika, ale znów zawrócił mnie deweloperski płot. 
Udało mi się dopiero przy zabytkowych zabudowaniach Straży Pożarnej - wlazłam na wał, ale od portu odgradzały mnie cudowne pnącza z poukrywanymi w nich furteczkami.
Za jedną z furteczek dojrzałam kury.
I dopiero przy samym wiadukcie kolei średnicowej udało mi się dojrzeć jeden z trzech basenów portowych. O, blondynko! Myślałam, że jedyny, i oddaliłam się z tego czarownego miejsca!



Obejrzałam za to ze wszystkich stron Straż i praskie slumsy. I obfotografowałam, nie bez drżenia kolan.

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Poczta, biustonosze i sedesy





Wspomniałam w poprzednim poście coś o surfowaniu?

Zafascynowała mnie postać Bohdana Lacherta, jego wizja Muranowa przypominała mi bardzo mój ulubiony modernizm, a muranowskie galeriowce tak jakbym gdzieś już widziała.
I rzeczywiście. Niemal codziennie mijałam takowy, przyklejony do budynku poczty na Targowej. Zaprojektował go... Lachert ze swym najlepszym kumplem, Szanajcą. Poczta z galeriowcem mają kolor spranych gaci, dokładnie taki, jak osiedle Praga I, położone tuż obok, za cerkwią. I ulicę Szanajcy mają tam niedaleko...
Podążyłam tym tropem. Aha, Pragę I projektowali Syrkusowie, zaprzyjaźnione z Lachertem i Szanajcą małżeństwo, wspólnie tworzyli grupę architektów Praesens. Kolonię wymyślili jeszcze przed wojną, a zrealizowali zaraz po niej. Zdążyli przed "jedynie słusznym" nurtem w architekturze. Gieysztor i Kumelowski od Pragi II (plac Leńskiego, tfu, Hallera) nie mieli już tyle szczęścia, i ich osiedle podejrzanie przypomina okolice Andersa (Brukalscy i młodziutka Andrzejewska z Szurmiakiem) i MDMu, chociaż przepych o wiele mniejszy.

Za Syrkusami będę się musiała wybrać na Żoliborz, a wcześniej - na Saską Kępę, bo całe towarzystwo budowało tam wille.

Ale wróćmy do naszych baranów.
Lachertowi inwestor zepsuł trochę wizję Muranowa, każąc dolepiać socklasycystyczne ozdóbki. A już zupełnie bezlitośni byli dla niego warszawiacy, którzy złośliwie przechrzcili jego projekty: na rogu Nowego Światu i Chmielnej stoi dom "Pod Biustonoszami", a przy Marszałkowskiej - "Pod sedesami". O ile biustonosze się nie zmieniły, to sedesy przeszły sporą modernizację, a niedługo mogą całkiem zniknąć. Chodzi o siedzibę banku PKO na rogu Marszałkowskiej i Moniuszki. Przed wojną stała tam kamienica towarzystwa ubezpieczeniowego "Rosja", zaprojektowana przez Brukalskiego (ale nie tego od ul. Andersa) i przebudowana przez samego Marconiego. Kamienica wzięła i się spaliła, a na jej resztkach (nowoczesne były, żelbetowe, sporo zostało) Lachert wybudował PKO. Zostawił historyczną fasadę, tylko... przysłonił ją kratownicą z charakterystycznymi oczkami.

Dziś sedesów już nie ma. Są eleganckie zielone kratki. A podobno i one mają zniknąć, bo coś tam projektują wysokiego.
Ręce precz od Ściany Wschodniej!

Zdjęcia historyczne pochodzą ze strony http://www.warszawa1939.pl/


piątek, 8 sierpnia 2014

Targowa 15

Fascynowała mnie chyba od zawsze ta kamienica. Po pierwsze, na jej elewacji, widocznej od mostu kolejowego czy Al. Zielenieckiej, widnieją reklamy Fotonu i Jubilera. Muszę się poduczyć o funkcji reklamy w PRL, Foton był de facto monopolistą w branży medycznych błon rentgenowskich (firma istniała od 1936 roku na Woli - początkowo pod nazwą J. Franaszek S.A., budynek fabryki został zniszczony w Powstaniu, maszyny wywiezione do Rzeszy, częściowo w 1947 roku zakłady odbudowano i znacjonalizowano), Jubiler to był chyba ten z rogu Alei i Kruczej, w każdym razie kształt napisu był taki sam, jak kształt neonu, który długo zdobił śródmiejską kamienicę. Na co im były reklamy?

Po drugie, zastanawiałam się, gdzie kamienica ma front, skoro od Targowej zdecydowanie ma podwórko... ale frontu, okazuje się, nie miała. Podwórka ma dwa - od Targowej i drugie, studnię, bo jest na planie litery H, na tyłach H jest jakaś kamienica, z boku pewnie też kiedyś były, bo jak inaczej wytłumaczyć brak okien na powierzchni reklamowej? Wybudował ją jako czynszówkę i lokum własne Juliusz Nagórski, zaprojektował sobie penthouse z widokiem na miasto, a frontowe podwórko miało doświetlać mieszkania. Żadnych dzieci! Nagórscy dzieci nie mieli i bachorów w okolicy sobie nie życzyli, najemcy więc, przynajmniej na początku, nie mogli być obarczeni drobiazgiem. Kamienica była zaopatrzona w windy, które wg relacji mojego Historyka (ja nie przebiłam się przed domofon) nadal służą mieszkańcom.


Z penthousu hitlerowcy kontrolowali główną praską ulicę przy pomocy działek artyleryjskich, kamienica zresztą całkiem nieźle przetrwała wojnę, tylko jeden pocisk przebił dach i kilka kondygnacji - ale nie wybuchł, został po wojnie zakopany przez dozorcę. Ciekawe, czy zostanie kiedyś odnaleziony? Na Żelaznej odkopano niedawno 47 bomb lotniczych, Białołęka co roku rodzi jakiś niewybuch...

Objechałam kamienicę dookoła. Na jej tyłach są najprawdziwsze na świecie slumsy, przerażające ceglane budowle z podwórkami bez romantycznych kapliczek, cuchnącymi moczem i wymiocinami. Klatki schodowe nieremontowane równie długo, jak same kamienice (czyli zapewne nigdy), wersalki z wystającymi sprężynami zamiast ławeczek. Dokładnie po drugiej stronie ulicy - lśniąca nowością eMka wejścia do metra "Dworzec Stadion" i wylot Trasy Świętokrzyskiej w budowie.

środa, 6 sierpnia 2014

Mińska

W Noc Muzeów Przelatek odwiedziła "Czar PRL", a ja stałam w kolejce do Wedla. Teraz postanowiłam nadrobić stratę, wzięłam rower i udałam się na Kamionek. NB bardzo polecam rower (własny czy Veturilo) do zwiedzania Warszawy - zobaczyć można znacznie więcej, niż samochodem, i znacznie szybciej, niż pieszo.

Fotografowałam więc praskie kamienice, pozbawione w większości tynków albo zaopatrzone w siatki na spadajace fragmenty elewacji. Fotografowałam wielkoformatowe dzieła sztuki, którymi osłonięto niektóre fronty - zamiast reklam. Zaglądałam na podwórka z obowiązkową figurką Matki Boskiej w błękitnym płaszczu, otoczonej zielenią.

Znalazłam budynek praskiej PASTy, zryty kulami, na jeden dzień zdobyty przez powstańców w '44. Obejrzałam teren Fabryki Wódek "Koneser" - opustoszały i martwy. Byłam tam w czasach przedmoskiewskich - odniosłam zupełnie inne wrażenie. Dziś budują tam super-ekstra-przestrzeń-pofabryczną-z-loftami, może dlatego w upalne niedzielne popołudnie panowała tam tak przerażająca cisza.

Ale Mińska, będąca celem mojej podróży, zrobiła na mnie największe chyba wrażenie. Zaczęło się od fascynującego muralu na Mińskiej 12 autorstwa brytyjczyka Phelgma. Kamienica po wykupieniu przez właściciela stoi pusta, grozi zawaleniem, a czarny zamek góruje nad brukowanym kocimi łbami placem.

Soho Factory było miejscem absolutnie przeze mnie nieoczekiwanym. Śliczne XIX-wieczne budynki pofabryczne z drewnianym obelkowaniem, bocznica kolejowa z lokomotywą spalinową, elegancka restauracja z pianistą pod neonem "Warszawa Wschodnia", i w ogóle - wszędzie neony, neony, neony - bo muzeum neonów tam jest. I loftowo-dizajnowe instytucje, NGOsy, architekci i tacy tam.


Po drugiej stronie Mińskiej, na zamkniętym terenie fabrycznym, w budynku, reklamowanym jako stalinowski (wyobraziłam sobie socrealistyczny blok mieszkalny i zdziwiłam się, skąd on na Kamionku - ale to był budynek produkcyjny) - urokliwe, nostalgiczne muzeum PRL-u - odtworzone mieszkanko, saturator stacjonarny ze szklanką na łańcuchu, budka telefoniczna nieczynna z powodu braku telefonu, lada sklepowa, oranżada i puste haki. Reklamowane jako "cold war era" i zrobione chyba specjalnie dla uczestników wycieczek AdventureWarsaw - wagabund z różnych stron świata, nocujących w hostelach. Klimatyczne miejsce.