sobota, 16 sierpnia 2014

Słoicze historie

Łażenie po Warszawie jest jak surfowanie po internecine - trafiam na mural na Pradze, idę do murali na Muranowie, stamtąd śladem Lacherta trafiam znów na Pragę, a stamtąd...
Chciałam sobie zrobić porządną podbudowę teoretyczną. Miejscem oczywistym do takiej podbudowy - i prawdopodobnie miejscem, którego nie chciałaby odwiedzić Przelatek - wydało mi się Muzeum Warszawy.

Wszystko ekstra, tylko muzeum jest w remoncie. Siedziba główna, znaczy. Oddział - Muzeum Pragi jest w organizacji (ma świetną stronę internetową). Oddział - Piwnice staromiejskie na zdjęciach wyglądają na puste, zrewitalizowanych turystycznie piwnic trochę się w życiu naoglądałam. Trafiłam do Muzeum Woli.

Trafiłam - dobrze powiedziane, bo sporo kluczyłam po metalowych ulicach, pytając się ludzi, którzy też nie bardzo wiedzieli, gdzie są. Złota, Żelazna, Platynowa, Miedziana, plątanina i nieoczekiwane skrzyżowania. I ni stąd, ni z owąd - Srebrna 12, XIX-wieczny pałacyk Sikorskiego między blokami. Coś się miało dziać, przed pałacykiem rozkładano białe krzesełka, dźwiękowiec sprawdzał mikrofony, wstęp na ekspozycję był wolny, wszędzie pałętało się dużo ludzi.

Więc znów trafiłam - do dwóch sal. W jednej - sali jednego eksponatu - fantastycznie zrobiona ekspozycja wybuchającego Prudentialu. W drugiej - gratka dla słoika, wystawa "Nowi Warszawiacy - historie awansów społecznych w drugiej połowie XIX wieku".

Pierwsze zdanie wystawy będzie moją sygnaturką na forach.
"W 1882 roku przeprowadzono pierwszy spis powszechny w Warszawie. Wyniki pokazały, że blisko połowa ludności to ludność napływowa".
Słoiki i warszawiacy! Idźcie do Muzeum Woli i sprawdźcie, czy ówczesne miasto miało takie same problemy ludnościowe i identyfikacyjne, jak obecne!
Polecam wystawę, doskonała. Z pokazem slajdów w 3D (są specjalne okulary). Ze słuchowiskiem. Z filmikami. Do 24 października.

czwartek, 14 sierpnia 2014

Chciałbym tylko iść, a idąc, depczę

To nie tylko Muranowa dotyczy.
Białołęki też.
 
Wiecie, kto zbudował śliczne wały przeciwpowodziowe, po których tak chętnie spacerujemy z wózkami czy jeździmy na rowerze?
Żydzi z obozu w Piekiełku.
Wiecie, gdzie byli chowani ci, którzy umarli z głodu i przemęczenia przy pracy bądź zostali zastrzeleni za jakieś przewinienie?
W wale.
 
Piekiełko, jakby ktoś nie wiedział, jest mniej-więcej tam, gdzie przystanek Ekspresowa. Do obozu trafiali Żydzi z getta w Legionowie, czasem też z Warszawy (pamiętajmy, że Białołęka nie była wówczas Warszawą).
 
Masowe groby mogą też znajdować się w okolicach nasypu kolejowego pomiędzy Płudami i Choszczówką. Jesienią 1942 lub 1943 w niedzielne południe przywożono tam ciężarówki z ludźmi, słychać było serie, a ciężarówki odjeżdżały puste.
 
W Powstaniu Białołęka nie brała udziału - po pierwsze, nie była Warszawą, po drugie, po praskiej stronie Wisły zryw był krótkotrwały i bardzo trudny. Ale na przełomie września i października toczyły się tutaj bardzo zażarte walki i kilkakrotnie przechodził front. Cegły pod nowiutkim tynkiem przychodni na Majorki są zryte kulami...

wtorek, 12 sierpnia 2014

Murale na Muranowie

Zafascynowana muralem na Mińskiej 12 postanowiłam zobaczyć więcej. Tak trafiłam na murale na Muranowie.

Muranów nie jest osiedlem, które odwiedzają warszawianie czy goście stolicy. Podwórka, schodki, półokrągłe bramy, liczne górki stanowią naturalne odgrodzenie i podkreślenie prywatności, mimo, że nie ma tam płotów i siatek. Nie ma tam także żadnego "centrum" - "rynku" czy placu, który by jednoczył mieszkańców (choć był planowany).
Muranów to miejsce niesamowite. Niesamowite pod każdym względem.
To osiedle zbudowane na ruinach i z ruin. Na szczątkach ludzkich - i prawdopodobnie ze szczątków. Stąd tyle wzniesień - to po prostu nieuprzątnięty gruz. Pod gruzem - zasypane piwnice. Dzielnica Północna, getto, niszczona była metodycznie, kamienica po kamienicy. Nie zostało z niej nic, prócz kościoła św. Augustyna z wysoką wieżą i budynku domu starców przy Nowolipki 20, tuż obok kościoła.
Wielka szansa dla architektów, doskonale wykorzystana przez Bohdana Lacherta. Osiedle - utopia, która się jednak - mimo wszystko - sprawdziła. Ludzie tu żyją i chcą żyć, mimo maleńkich mieszkanek i mimo duchów autochtonów, które nijak nie opuszczą tego miejsca.
Jak wyglądało to miejsce kiedyś? Pewnie tak, jak stara Praga, przed wojną w połowie zamieszkała przez Żydów. Na Muranowie Żydów było jeszcze więcej, mieli tu swoje kamienice, bazary, podwóreczka, sklepiki, szopy (zakłady rzemieślnicze). Wielopiętrowe eleganckie centra handlowe sąsiadowały z drewnianymi parterowymi składzikami, tętniło tu życie.
Dziś jest spokojnie i utylitarnie. Sympatyczne domki o ludzkiej skali, mnóstwo zieleni i ścieżki rowerowe. Maleńkie przedszkola, żłobki i inne takie, z galeryjkami wspartymi na słupkach. Monumentalne Muzeum Historii Żydów Polskich na północnym krańcu.
I ta świadomość, że "chciałbym tylko iść, a idąc - depczę" (Jerzy Ficowski).

Nie będę się rozpisywać, wszystko można przeczytać tu i tu.

niedziela, 10 sierpnia 2014

Nowy Zjazd 1

Byłam przekonana, że Mazowieckie Centrum Stomatologii przy moście Śląsko-Dąbrowskim to koszmarek z lat sześćdziesiątych. Dziwiłam się nawet, co on tam, u diabła, robi, w takim niewygodnym miejscu, komu taka głupia myśl do głowy przyszła.
Aż obejrzałam "Miasto ruin". I kamienica nad samą Wisłą, przy zniszczonym moście Aleksandryjskim, Kierbedzia znaczy, stoi jak byk, choć niewiele więcej w okolicy stoi.

Okazało się, że przed wojną nie wyglądała wcale jak samotny dziwoląg, stanowiła część pierzei Nowego Zjazdu, i mieściło się w niej mnóstwo interesujących instytucji, takich jak Muzeum Kolejnictwa, komenda Policji (w czasie wojny też, był to silny punkt niemieckiego oporu, niezdobyty przez powstanców), biura fabryki Schichta i reklama mydła Jeleń. A wcześniej jeszcze, w 1868 roku, budynek miał trzy piętra i superowską kotłownię z wielkim kominem, bo wybudowany został dla łaźni parowej Michaiła Żdanowicza.

Zainteresowałam się fabryką Schichta - mieści się na Szwedzkiej (zakłady Pollena-Uroda), ma być - albo jest - rewitalizowana, kiedyś też tam podjadę! Dawno, bardzo dawno temu jeździłam Szwedzką do chałturki - komin fabryczny fascynował mnie już wtedy, choć nikt wówczas (a na pewno nie biedni studenci) nie słyszał o loftach...

sobota, 9 sierpnia 2014

Zdjęcia

Na blogu - zarówno w starszych, jak i w nowych postach - zaczęły pojawiać się zdjęcia :) Patrzcie i podziwiajcie. Zwłaszcza Szlak Słoneczny jest wg mnie wart obejrzenia. Patrzcie i zazdroście :) 

piątek, 8 sierpnia 2014

Targowa 15

Fascynowała mnie chyba od zawsze ta kamienica. Po pierwsze, na jej elewacji, widocznej od mostu kolejowego czy Al. Zielenieckiej, widnieją reklamy Fotonu i Jubilera. Muszę się poduczyć o funkcji reklamy w PRL, Foton był de facto monopolistą w branży medycznych błon rentgenowskich (firma istniała od 1936 roku na Woli - początkowo pod nazwą J. Franaszek S.A., budynek fabryki został zniszczony w Powstaniu, maszyny wywiezione do Rzeszy, częściowo w 1947 roku zakłady odbudowano i znacjonalizowano), Jubiler to był chyba ten z rogu Alei i Kruczej, w każdym razie kształt napisu był taki sam, jak kształt neonu, który długo zdobił śródmiejską kamienicę. Na co im były reklamy?

Po drugie, zastanawiałam się, gdzie kamienica ma front, skoro od Targowej zdecydowanie ma podwórko... ale frontu, okazuje się, nie miała. Podwórka ma dwa - od Targowej i drugie, studnię, bo jest na planie litery H, na tyłach H jest jakaś kamienica, z boku pewnie też kiedyś były, bo jak inaczej wytłumaczyć brak okien na powierzchni reklamowej? Wybudował ją jako czynszówkę i lokum własne Juliusz Nagórski, zaprojektował sobie penthouse z widokiem na miasto, a frontowe podwórko miało doświetlać mieszkania. Żadnych dzieci! Nagórscy dzieci nie mieli i bachorów w okolicy sobie nie życzyli, najemcy więc, przynajmniej na początku, nie mogli być obarczeni drobiazgiem. Kamienica była zaopatrzona w windy, które wg relacji mojego Historyka (ja nie przebiłam się przed domofon) nadal służą mieszkańcom.


Z penthousu hitlerowcy kontrolowali główną praską ulicę przy pomocy działek artyleryjskich, kamienica zresztą całkiem nieźle przetrwała wojnę, tylko jeden pocisk przebił dach i kilka kondygnacji - ale nie wybuchł, został po wojnie zakopany przez dozorcę. Ciekawe, czy zostanie kiedyś odnaleziony? Na Żelaznej odkopano niedawno 47 bomb lotniczych, Białołęka co roku rodzi jakiś niewybuch...

Objechałam kamienicę dookoła. Na jej tyłach są najprawdziwsze na świecie slumsy, przerażające ceglane budowle z podwórkami bez romantycznych kapliczek, cuchnącymi moczem i wymiocinami. Klatki schodowe nieremontowane równie długo, jak same kamienice (czyli zapewne nigdy), wersalki z wystającymi sprężynami zamiast ławeczek. Dokładnie po drugiej stronie ulicy - lśniąca nowością eMka wejścia do metra "Dworzec Stadion" i wylot Trasy Świętokrzyskiej w budowie.

środa, 6 sierpnia 2014

Mińska

W Noc Muzeów Przelatek odwiedziła "Czar PRL", a ja stałam w kolejce do Wedla. Teraz postanowiłam nadrobić stratę, wzięłam rower i udałam się na Kamionek. NB bardzo polecam rower (własny czy Veturilo) do zwiedzania Warszawy - zobaczyć można znacznie więcej, niż samochodem, i znacznie szybciej, niż pieszo.

Fotografowałam więc praskie kamienice, pozbawione w większości tynków albo zaopatrzone w siatki na spadajace fragmenty elewacji. Fotografowałam wielkoformatowe dzieła sztuki, którymi osłonięto niektóre fronty - zamiast reklam. Zaglądałam na podwórka z obowiązkową figurką Matki Boskiej w błękitnym płaszczu, otoczonej zielenią.

Znalazłam budynek praskiej PASTy, zryty kulami, na jeden dzień zdobyty przez powstańców w '44. Obejrzałam teren Fabryki Wódek "Koneser" - opustoszały i martwy. Byłam tam w czasach przedmoskiewskich - odniosłam zupełnie inne wrażenie. Dziś budują tam super-ekstra-przestrzeń-pofabryczną-z-loftami, może dlatego w upalne niedzielne popołudnie panowała tam tak przerażająca cisza.

Ale Mińska, będąca celem mojej podróży, zrobiła na mnie największe chyba wrażenie. Zaczęło się od fascynującego muralu na Mińskiej 12 autorstwa brytyjczyka Phelgma. Kamienica po wykupieniu przez właściciela stoi pusta, grozi zawaleniem, a czarny zamek góruje nad brukowanym kocimi łbami placem.

Soho Factory było miejscem absolutnie przeze mnie nieoczekiwanym. Śliczne XIX-wieczne budynki pofabryczne z drewnianym obelkowaniem, bocznica kolejowa z lokomotywą spalinową, elegancka restauracja z pianistą pod neonem "Warszawa Wschodnia", i w ogóle - wszędzie neony, neony, neony - bo muzeum neonów tam jest. I loftowo-dizajnowe instytucje, NGOsy, architekci i tacy tam.


Po drugiej stronie Mińskiej, na zamkniętym terenie fabrycznym, w budynku, reklamowanym jako stalinowski (wyobraziłam sobie socrealistyczny blok mieszkalny i zdziwiłam się, skąd on na Kamionku - ale to był budynek produkcyjny) - urokliwe, nostalgiczne muzeum PRL-u - odtworzone mieszkanko, saturator stacjonarny ze szklanką na łańcuchu, budka telefoniczna nieczynna z powodu braku telefonu, lada sklepowa, oranżada i puste haki. Reklamowane jako "cold war era" i zrobione chyba specjalnie dla uczestników wycieczek AdventureWarsaw - wagabund z różnych stron świata, nocujących w hostelach. Klimatyczne miejsce.