piątek, 19 września 2014

Cmentarz prawosławny


 


Będąc młodą lekarką (tfu, studentką) kazali mi narysować cerkiew na Woli. Wszystkim w grupie kazali, zresztą, dr Usenko zawsze kazał to robić pierwszorocznym, wierzył w edukacyjną siłę przeżycia emocjonalnego i pamięć mechaniczną, bo musieliśmy także odrysowywać przez kalkę mapę Federacji Rosyjskiej. Dziewczyny z akademika na Kiciu poszły na łatwiznę i machnęły cerkiew katedralną przy miśkach, ja grzecznie pojechałam na Wolę, siadłam na jakimś nagrobku z notesem i ołówkiem w dłoni, i muszę przyznać, że rysunek wyszedł mi całkiem nieźle. Dziś zapewne wystarczyłoby wrzucić zdjęcie do picasy i wybrać odpowiedni tryb, wtedy jeszcze nie znaliśmy fotografii cyfrowej...

Cerkiew św. Jana Klimaka wybudowana została w 1905 roku, nawiązuje do budowli XVI-wiecznych. W czasie rzezi Woli wymordowano personel i wychowanków domu dziecka, mieszkańców domu parafialnego i okolicznych domostw, którzy się tam schronili, chórzystów i kapłanów...

Cmentarz przy niej istniał dużo, dużo wcześniej. Bardzo piękny jest. Zlazłam z roweru, bo to nieładnie tak na rowerze przez cmentarz jechać, i szłam, i szłam, i szłam, i szłam - bo chciałam wyjść furtką po przeciwnej stronie. I szłam i szłam, niemal jak przez Bródno. Przy okazji przestałam marzyć o cichej kwaterze na Bródnie, wolskie bardziej mi się podobają, a że prawosławna mi się nie należy, to trzeba poczekać - może się jakoś zasłużę i pochowają mnie na Powązkach?

środa, 17 września 2014

Zamalujcie nam Picassa!


Syrkusowie mieli wielu kumpli na całym świecie, jednym z nich był niejaki Pawcio Picasso. Jak się małżonkom udało zrealizować po wojnie zaplanowane przed nią osiedle na Kole, zaprosili go na przecięcie wstęgi połączone z parapetówką. Zabawa była przednia, miszcz machnął z radości syrenkę z młotkiem zamiast miecza wprost na ścianie jednego z mieszkań.

Mieszkanie potem dostała w przydziale młoda para, która miała dość wycieczek do własnego domu i błagała spółdzielnię o zgodę na zamalowanie radosnej twórczości wybitnego kubisty. W końcu im się udało.

A osiedle - bardzo udane - i tak wpisano do rejestru zabytków. Nawet współczesne plomby, oddzielające osiedle od parku, starają się dopasować do stylu. Bardzo mi się przedszkole spodobało, odrobinę chińskie w wyrazie. I plasterki dziurawego sera zamiast wsporników daszków nad drzwiami. I kolejna falująca elewacja...


 

poniedziałek, 15 września 2014

TOR i BGK

Syrkusowie nie zdążyli swojego osiedla postawić przed wojną, udało się to za to Romanowi Piotrowskiemu, który pracował dla Towarzystwa Osiedli Robotniczych, i znanym nam skądinąd Brukalskim (i paru innym), którzy projektowali tanie domki na wystawę Banku Gospodarstwa Krajowego.

TOR to osiedle, hmmm, hoteli robotniczych? Budynków z żółto-czerwoną elewacją i bramkami na przestrzał, z malutkimi, dwupokojowymi mieszkankami, do których doprowadzone były, co prawda, media, ale kible były na korytarzu. Wspólne znaczy, dla całego piętra. Dziś pewnie ludzie je sobie przebudowali, ale mimo, że osiedle jest stosunkowo zadbane, to mieszkańcy wyglądają na ludzi, którzy niespecjalnie przejmują się otoczeniem.

A domków wystawowych jest kilka rodzajów. Są bliźniaki, zachowane w stanie nienaruszonym, cała uliczka. I są jednorodzinne, częstokroć mocno, a nawet bardzo mocno zmienione w stosunku do oryginału. Okazało się, że choć ich postawienie nie było bardzo drogie, to załatwienie przyłączy i takich tam sprawiało, że koszta nie były wiele niższe od normalnej, gospodarczej budowy ze stryjem, nie cieszyły się więc jakimś olbrzymim powodzeniem. Pełne uroku, fakt. Tuż pod lasem.


sobota, 13 września 2014

Fort Bema


Na granicy Bielan, Bemowa i Woli znajdują się jedne z najlepiej zachowanych pozostałości Twierdzy Warszawa - jej fort P jak Paryszew, inaczej - fort Bema. Twierdza Warszawa powstawała wokół Cytadeli pod koniec XIX wieku i już wtedy była przestarzała, więc po bez mała dwudziestu latach postanowiono ją zlikwidować. W forcie Bema żołdacy przepili proch albo mieli w nosie rozkazy, grunt, że wysadzili tylko prochownię, resztę pozostawiając ku uciesze współczesnych grafficiarzy.

Najpiew odkryłam śliczniusie dworki, w większości należące do Legii i opuszczone. Potem odkryłam solidny budynek modernistyczny z wyraźnym napisem "Klub Legia" i "teren prywatny, przejścia nie ma" nad ścieżką rowerową, prowadzącą do fortu. Potem odkryłam wielce przyjemny zabytkowy most, a potem jeszcze doskonale zachowaną budowlę z mnóstwem pomieszczeń w amfiladzie, przyozdobionymi małymi dziełami sztuki. Nie wszystkie dzieła obejrzałam dokładnie, bo słońce zachodziło, wewnątrz było ciemnawo i słychać było głosy młodocianych... wolałam nie myśleć, jakich młodocianych. Zwiałam z rowerem przez okno.

Ale tak w ogóle to bardzo, bardzo tam ładnie.

 

piątek, 12 września 2014

Dziczyzna

Pierwszy miesiąc szkoły jest trudny.
W poniedziałek, na przykład, przyprowadziłam do domu truchełko Przelatka. Przelatek miała sześć lekcji, zapomniała zjeść szkolnego obiadu, bo coś tam, dopchała się tostami z nutellą, wyszła z psem, odrobiła podstawowe lekcje i udała się do szkoły muzycznej na kolejne trzy godziny. Gorzej, niż w korpo. Do tego jeszcze silne emocje, bo nie została wybrana do samorządu i ukochana pani od fletu jej się przypomniała, więc zajęcie z mniej ukochaną zostało przepłakane.

Należy się zająć Przelatkiem...

czwartek, 11 września 2014

Pod Messalką




Na chwilę wróciłam z Bielan na Krakowskie, zafascynowała mnie oficyna, wystająca znad jednej z kamieniczek. Okazało się, że 6-piętrowa oficyna należy do... piętrowego domku! Jak to możliwe?
Okazuje się, że "domek", zwany kamienicą Liedtke, w 1910 roku solidnie przebudowano, tworząc "wieżowiec" w pierzei stosunkowo niskiej zabudowy. Na którymś piętrze mieszkała słynna śpiewaczka operowa, Lucyna Messal, dlatego kamienicę przechszczono na "Pod Messalką". Rok po wybudowaniu urządzono w oficynie luksusowe łaźnie, które przetrwały osiemdziesiąt lat z hakiem i nawet wojna nie bardzo im przeszkodziła, choc kamienicę nieco nadwątliła. Przy odbudowie jednak postanowiono zrezygnować z "wieżowca", obniżono go do dachów okolicznych domów, a oficynę zostawiono bez zmian...

środa, 10 września 2014

Wiśniowy sad w Studio

Sąsiadka dostała bilety i z niekłamaną przyjemnością obejrzałam w teatrze Studio Czechowa.
Bardzo, bardzo mi się podobało, właściwie wszystko i wszyscy. Podobały mi się stroje - z jednej strony stylizowane, z drugiej zupełnie współczesne. Podobały mi się dekoracje - proste. Bardzo podobała mi się Waria, która chyba ani razu przez cały spektakl się nie uśmiechnęła, twardo stojąca na ziemi, pozbawiona mrzonek, jedyna trzeźwo myśląca - okropnie mi jej było szkoda, bo się z nią identyfikowałam.

Czechowa do tej pory tylko czytałam, ale trzeba go oglądać - zdecydowanie trzeba go oglądać.


P.S. Kiedy ja byłam w teatrze, Młoda bawiła się z sąsiadami - w teatr. Zawsze okropnie się przy tym kłócą i z przedstawienia nic nie wychodzi. Przelatek postanowiła więc napisać sztukę, żeby każdy musiał nauczyć się tekstu i nie miał o co się kłócić. Osoby dramatu: Kaczka, Podróżnik, Czarodziej.
Wow.
W szoku jestem.