Dwa tygodnie w Górach Świętokrzyskich z Dziadkami pozwoliły jej odkryć nową pasję (carting), być może trzeba będzie wyskoczyć z kasy i opłacić jej lekcje przy Jagiellońskiej (ha! kolejna rzecz, którą mamy na Białołęce, a w Warszawie podobno niełatwo znaleźć). Obecność narzeczonego nie tylko skłoniła Dziadków do zbudowania napiętego programu, pełnego rozrywek, radosnej edukacji i leśnych marszów, ale i skłoniła Przelatka do zwiedzenia jaskini Raj, do której bez narzeczonego wejść nie chciała za Chiny Ludowe. Potem z rozpędu weszła do jaskini Łokietka, to już na Jurze, bo tam na chwilkę się wybrałyśmy, korzystając z sierpniowego długiego weekendu.
Młoda wolała robotykę... a takie półkolonie były na naszym osiedlu, więc udało jej się pochodzić. Matplanetę z czystym sumieniem możemy polecić. Obawiałam się nieco, że cały dzień będą spędzać przy lego i kompach, ale okazało się, że planszówki i inne takie są niemal równie dobrym sposobem spędzania czasu.
Z przygód: salto na rowerze i wizyta na SOR, przemoczenie ciuchów w przydrożnym rowie, nieplanowana kąpiel w fontannie w chłodny dzień i suszenie odzieży żelazkiem w domu chrzestnego, który został w związku z tym niespodziewanie zwizytowany - mieszkał od feralnej fontanny sto metrów...
Można już planować kolejne wakacje.
From muzeum |
From muzeum |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jeśli post ma więcej, niż dwa dni, Twój komentarz ukaże się po moderacji.